Być na dnie… najgłębszej jaskini

Testersi to dość nieprzewidywalne istoty o bardzo aktywnym usposobieniu z nieokiełznanym ADHD turystycznym i entuzjazmem ryzykanta. Ostatnio jakby zapadli się pod ziemię i trochę mniej Tetserskiego materiału trafiało na Qype’a, ale wychodzą już na powierzchnię – zaraz dowiecie się, gdzie Keenya była i co tam porabiała…

Czasem trzeba dotknąć dna, żeby potem móc wyjść na powierzchnię. Wiem, co mówię, nie postradałam zmysłów. Zainspirowało mnie… pełzanie i przeciskanie się przez niewyobrażalnie wąskie jaskiniowe szczeliny, kilkudziesięciometrowe wspinanie się o własnych siłach po specjalnej linie, schodzenie na wolnym zjeździe w bezkres ciemności, podziwianie fenomenalnej szaty naciekowej i słuchanie… nietoperzy, które lubią wplątywać się we włosy. Grunt, że głowę chroni kask. A światło czołówKee też jest w stanie odstraszyć latających „jaskiniowych Batmanów”.

Jaskinie to stalaktyty, stalagmity, stalagnaty, misy naciekowe, draperie, makarony… i wiele, wiele innych wspaniałych form geologicznej natury rodem z podziemia ;) Nie ma dwóch takich samych jaskiń. Każda jest inna. Np. lodowe jaskinie Słowacji, takie jak Jaskinia Demanowska to bajkowe królestwo wiecznego lodu, który zastygł w fantazyjne kształty wodospadów, lodowych stalagmitów i słupów… Jaskiniowe korytarze w Czechach zaskakują wielkością i wnętrzem. Jednak bogata szata naciekowa naszych polskich jaskiń rozbudza wyobraźnię jeszcze bardziej niż „jaskiniowe zasoby” naszych sąsiadów. Ot chociażby Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie utworzona w marmurach, jaskinie w Dolinkach
Podkrakowskich (Wierzchowska Górna czy Nietoperzowa) czy nasze tatrzańskie „skarby”. Jednak one wszystkie są ogólnodostępne, a przez to zwiedzanie staje się dość tendencyjne i nie podnosi tak adrenalinKee jak przemierzanie jaskiń dostępnych tylko dla wybrańców, wzbogaconych w profesjonalny sprzęt i „podziemnego życia” chęci. Dlatego uznałam, że nie podążam już więcej za wyrecytowanymi tekstami znużonego swą pracą przewodnika, tylko przetestuję bycie prawdziwym grotołazem i niczym Krecik stanę się działaczem podziemia ;)
Chciałam wreszcie poczuć ten smak profesjonalizmu w byciu dzikim jaskiniowcem!

Dlatego dziś zabieram Was w podziemne kręgi i opowiem o swej niecodziennej Testerskiej Przygodzie. Jako nieopierzony jeszcze kurczak, nie znający się na „podziemnej sztuce”, wyruszyłam z doświadczoną ekipą na Jurę Krakowsko- Częstochowską w Sokole Góry, chcąc zaatakować najgłębszą na całej Jurze Jaskinię Studnisko (77,5m) i jedenastą pod względem długości (337m). Zapakowaliśmy cały niezbędny ekwipunek – dwa saki, czyli plecaKee wypełniony szpejem, czyli sprzętem wspinaczkowym, dwie liny dynamiczne i oczywiście energetyczne jedzenie. Zwarci i gotowi zaczęliśmy przygotowania krok po kroku. Najpierw trzeba przypiąć dwie liny, każda do innego ringa, jedna będzie służyć do wejścia i zejścia, druga do asekuracji. Musiały być długie i bardzo wytrzymałe, bo od otworu wejściowego do dna komory jest bagatela 33 metry! Trzeba jeszcze porobić na linach ósemki, czyli zabezpieczenia, ubrać uprząż, karabińczyk, kask, czołówkę, rękawiczKee (najlepiej
rowerowe, bo są niepełne, a wolne, odkryte palce bardzo przydają się przy wspinaczce).

Tak oto wystrojeni-uzbrojeni w sprzęt możemy ruszać w czeluści jaskini. Głębokość 33 m – to dużo czy mało? Duuużo! Początkowo nie umiałam sobie uzmysłowić tej odległości, ale porównanie jej do 16-sto piętrowego wieżowca wiele mi wyjaśniło. Chyba nawet za wiele…
Nie sądzę, żebym zdecydowała się na zjazd z drapacza chmur z tak oszałamiającej wysokości. Co innego w jaskini, gdzie jest ciemno i nie ma się tego poczucia olbrzymiej odległości i ogromu przestrzeni. Zresztą nie ma czasu na lęki. Przygoda wzywa! Przyodzialiśmy właściwy sprzęt i rozpoczęliśmy zjazd po linie. Długi, ale ciekawy. Czołówka rozświetla otoczenie. Rozkoszuję się magią przestrzeni, wolności i siłą matki natury wyrażoną w pięknej szacie naciekowej zdobiącej ściany jaskini.

Po dotarciu do Komory Wejściowej, możemy zakamuflować sprzęt i udać się w dalszą drogę. Rozpoczynamy przeciskanie się, czołganie i oczywiście permanentne ciała deformowanie. Najpierw przeprawa po Sali Pochyłej. Potem podziwianie form krasowych w Sali Nacieków Kalcytowych i Sali Nacieków Piaszczystych. Mozaika finezyjnych form cieszy nasz wzrok. Jaki tu ogrom fantastycznych stalaktytów, stalagmitów czy stalagnatów. Ile grzebieni i kaskad kalcytowych, ile makaronów, ile form o finezyjnych kształtach! Byłoby ich jeszcze więcej, gdyby nie ludzie, którzy zdewastowali szatę naciekową, zabierając „jaskiniowe dekoracje” do domu jako swoiste trofeum… Czołgamy się z niekłamaną przyjemnością i docieramy do największej z sal, Sali Zawaliskowej, na dnie której zalegają wielkie bloki wapienne. Dalszej drogi nie ma. Ślepa uliczka. Przeciskamy się przez wąskie szczeliny, pokonujemy kilkumetrowe studnie, cali jesteśmy brązowi od błota. Po tych pełzających przygodach nasze kolana na pewno przybiorą kolory tęczy. Ale nic to! W entuzjastycznym nastroju schodzę na głębokość -77,5 m. Docieram do Partii Spragnionych. To najgłębszy punkt jaskini. Dotknęłam dna! Zrobiłam to! Po raz kolejny udowodniłam sobie, że nie ma rzeczy niemożliwych, że wszystko jest „do zrobienia”. Endorficzny szał krąży we krwi wraz ze wzrastającym poziomem adrenaliny ;) Nie chcę wracać, ale niestety muszę.

Droga powrotna oznacza mozolną wspinaczkę. Musimy pokonać 33 m wysokości albo innymi słowy 16 pięter wieżowca. Znów uzbrajamy się w sprzęt, teraz konieczne są karabinki, płaniety, crolle. Dokonujemy specjalnych akrobacji na linie, które zaowocują wyjściem na powierzchnię. Wspinaczka zajęła mi około 25 minut. To naprawdę bardzo dobry rezultat. W kręgu grotołazów mawia się, że samo wyjście ze Studniska to nie lada wyczyn. Łatwiej to tej jaskini wejść niż z niej wyjść… Ale dla Testerów nie ma wyzwań, którym by nie stawili czoła. Bo testowanie to byt nasz podziemny i naziemny.

Pamiętajcie, że jeśli nawet osiągniecie dno… jaskini, to zawsze się od niego odbijecie i wrócicie do swych naziemnych światów z krainy, w której rządzi Krecik i gang nietoperzy.

Copyright by Keenya www.testersi.pl

Poprzednią T-opwieść znajdziecie tutaj.

No Comments »

Written by izabela on February 1st 2012. Category: Polska, Przewodniki, Testersi

Trackback URI | Comments RSS

Leave a Reply